Przejdź do treści

Trainspotting na nowo

Dla wielu osób słowo „trainspotting” wciąż kojarzy się przede wszystkim z filmem sprzed 30 lat, który na trwałe zapisał się w popkulturze. Dziś jednak to pojęcie znaczy coś zupełnie innego i dużo bardziej dosłownego. Jedni oglądają ptaki, inni samochody, a jeszcze inni – pociągi. I właśnie ta ostatnia praktyka niespodziewanie wróciła do kulturowego obiegu.

Patrzeć, nie jechać

Trainspotting w najprostszym ujęciu polega na staniu przy torach, na peronie albo na wiadukcie i czekaniu, aż przejedzie pociąg. Czasem jeden, czasem kilka, czasem żaden. Nie ma tu zadania do wykonania ani punktu do odhaczenia. Nikt nigdzie nie musi dotrzeć, niczego nie trzeba przyspieszać. A jednak dla wielu osób to sensowny sposób spędzania czasu. W świecie, w którym niemal każda aktywność musi się „opłacać”, trainspotting daje rzadkie dziś przyzwolenie na bycie widzem. Pociąg nie jest etapem podróży, tylko zdarzeniem samym w sobie: pojawia się, mija kadr i znika, zostawiając po sobie krótką, ale wyraźną satysfakcję.

Kolej, która wychodzi z tła

W tej praktyce kolej przestaje być niewidzialna. Na co dzień tory, rozjazdy i składy działają w tle – dopóki nie pojawi się opóźnienie albo awaria. Trainspotting wyciąga je na pierwszy plan. Zamiast traktować pociąg jak anonimowy środek przemieszczania się, pozwala go zobaczyć: wagony, światła, dźwięk, tempo, regularność ruchu. Kolej znów staje się elementem krajobrazu, czymś, co da się obserwować i zapamiętać. To nie jest ucieczka od nowoczesności, raczej sposób oswojenia infrastruktury, która zwykle bywa abstrakcyjna. Patrząc na pociągi, przywraca się im materialność i obecność w codziennym doświadczeniu.

Fenomen bez dystansu

Internet sprawił, że ta praktyka stała się widoczna szerzej. Osoby pokazujące trainspotting bez ironii i bez tłumaczenia się z własnej pasji trafiły na moment, w którym szczerość znów zaczęła działać. Najbardziej rozpoznawalnym przykładem jest Francis Bourgeois, ale jego rola nie polega na stworzeniu nowego trendu. Jest raczej dowodem na to, że taka forma zainteresowania koleją istniała wcześniej, tylko poza głównym, mainstreamowym obiegiem. Jego nagrania nie są instruktażem ani pozą. To zapis czystej radości z chwili, w której pociąg nadjeżdża, trąbi i przetacza się tuż obok. I tej radości jest tam naprawdę dużo – za każdym razem, jakby to był pierwszy przejazd.

Kolej, którą widać i słychać

Zainteresowanie trainspottingiem pojawia się tam, gdzie kolej jest obecna, regularna i dostępna. Nie da się obserwować tego, co znika z krajobrazu. W tym sensie trainspotterzy są cichym wskaźnikiem kondycji kolei – pokazują, że pociągi wciąż są czymś, na co warto patrzeć, a nie tylko czymś, z czego się korzysta. A przy okazji przypominają, że obok analiz, strategii i debat o przyszłości transportu jest w kolei także miejsce na zwykłą, nieudawaną przyjemność. Czasem wystarczy stanąć przy torach, uśmiechnąć się razem z kimś takim jak Francis i pozwolić pociągowi po prostu przejechać.

 

Materiał został przygotowany dzięki wsparciu partnera – firmy Track Tec, czołowego europejskiego producenta materiałów do budowy nawierzchni kolejowej.

Udostępnij